czwartek, 12 czerwca 2014

Powrót do pisania!


Minęło około pół roku od mojego ostatniego posta na tym blogu. Ale szybko zleciało... Nie wiem co się stało, ale przed chwilą, zaraz po przebudzeniu(oczekując na łazienkę, w nadziei, że się nie posikam) zebrało mnie na taką mini refleksję. Przeglądając pewien pokerowy portal zerknąłem sobie na jakiś randomowy blog, no i zatęskniło mi się za czasami gdy sam pisałem... Postanowiłem, że postaram się trochę urozmaicić ten blog i  zamierzam dodać parę tematów do mojego repertuaru, które nie mają nic wspólnego z pokerem. Najprostszym i być może ciekawym dla niektórych postem na początek będzie krótkie streszczenie tych 6 miesięcy ciszy.
Challenge zakończyłem troszkę wcześniej, nie mogłem już usiedzieć na ZOOM 200, ciągłe wygrywanie na tych stawkach mnie nudziło, chciałem wyżej, więcej i szybciej. Oczywiście zacząłem odpalać 500, na początku wszystko było fajnie wygrywałem, regularsi fajnie do mnie spazzowali, było cool. Dopóki nie zaczęły się swingowe sesje, w których przegrywałem po 5-10BI. Nie radziłem sobie z tym, nie po tym upie jakiego miałem na $1/$2. Zaczęła się gorsza gra, szukanie calli tam gdzie ich nie było, bluffowanie w spotach gdzie ludzie po prostu nie foldują z nadzieją, że może jednak się uda. Nie wiem co mnie nakłoniło ale początkiem stycznia postanowiłem sobie, że zagram na EPT.
Casino Barriere w Deauville
Najbliższym przystankiem było Deauville ( Słynący z mega soft fieldu, bo przecież Francuzi są odcięci od świata już od paru lat, a na pokerstars.FR gierka jest ponoć tak soft, że aż szkoda gadać) Przed wyjazdem postanowiłem pograć jeszcze troszkę normalnych stołów $2/4-$3/6, żeby poczuć tą dynamikę i przyzwyczaić się, że nie ma guzika z fast foldem, a już tym bardziej live. Wszystko związane z tym wyjazdem było robione na ostatnią chwilę. Lot udało mi się zsynchronizować z Tegesem, który leciał z SoSickiem i Pyszałkiem. Z hotelem też były mini problemy, bo wszystko było pozajmowane, a większość polaków z pakietami miało już swoich kompanów. Ale udało mi się zgadać z Dominikiem Pańką i przebimbaliśmy tydzień w jednym z hoteli.
Ta barka jak coś to samolot :D


 Jeśli chodzi o Deauville, to bez wątpienia jest to miasteczko typowo turystyczne, mnóstwo restauracji, luksusowych sklepów, kasyno i hotele. Jest też plaża i ocean(chyba), no ale w styczniu raczej niezbyt użyteczna atrakcja. Pogoda była beznadziejna 5-10*C, wiatr i deszcz... Także poza siedzeniem w kasynie i graniem niespecjalnie było co robić, online nie pograsz, bo Francja ma zamknięty rynek pokerowy, a za granie via VPN ban gwarantowany.
Na szczęście z ratunkiem przybywa Góral, który zorganizował nam wycieczkę na Plażę Omaha. Tak, to ta plaża, która każdy zna z 1 misji w Medal of Honor Allied Assault, czy Szeregowca Ryana. Fajnie było zobaczyć to wszystko na żywo. No i fajnie było się przejechać Nissanem GTR :D Nowy rekord prędkości ustanowiony ~280km/h. Oczywiście mogłem się pożegnać z moja dietą i ćwiczeniami. Mega mnie to wkurzało, że muszę jeść jakieś tłuste wymyślne dania a o moim ulubionym fileciku z kurczaka mogę zapomnieć :D. Zamieniłem go na Creme Brulee, który chyba stał się moim ulubionym deserem.
Jeśli chodzi o pokera, bo to był cel podróży, to zagrałem pare side'ów, m.in FPS Main Event, FPS High Roller, pare Turbosków, 6maxa no i oczywiście EPT Main Event. Cashy niestety nie grałem. Głownie z powodu rake jaki jest w Barriere (5% bez capu, bez zasady no flop no drop). Zaliczyłem parę deepków m.in dzień 2 w FPS ME, FPS HR, ITM w 6maxie no i day 3 w EPT ME, gdzie zostałem zmiażdżony serią bad beatów. Najpierw AA<QJs za 20k, potem set 33 na 743r uległ T7s, które złapało backdoor flusha(stackoff na flopie) kolejne 40k i na koniec AA<TT<88 pot 250k chipsów stacknięte na preflopie ;(. Potem card dead do końca dnia. Day 3 zacząłem z 16,5bb i już w 2nd handzie pożegnałem się z grą. Chidwick pushuje SB, ja 66 na BB, snap call. J5s vs 66. F:J5X T:5 R:X i niestety busto. Trochę mi to podcięło skrzydła i jakoś nie specjalnie miałem ochotę na granie lub myślenie o poksie. Na BuyIny wydałem ~13k€, do tego inne duperele i jakby to wszystko podsumować pod kątem wyników to można by z łatwością stwierdzić, że mega porażka i w ogóle. Jednak ja tak nie uważam. Dużo się nauczyłem, zebrałem sporo doświadczenia, poznałem parę ciekawych osób no i hmmmm dostałem koszulkę EPT xD...

Po powrocie oczywiście się rozchorowałem, jakaś grypa, bóle głowy, gorączka... Nie wiem co to było, ale tydzień wyrwany z życia. Potem kolejny tydzień na dojście do siebie i dopiero zacząłem normalnie jeść, ćwiczyć, grać i ogólnie funkcjonować.
cdn a to parę zdjęć z Deauville


Dziury po bombach (Nie wiem skąd ten dziwny filtr)
GTR inside
                                     
GTR outside (zdj. Rambo)











Jeden z bunkrów

Piękna pogoda- jak zawsze w dzień wyjazdu!
ps
Posta napisałem 21.05 tylko zapomniałem opublikować :P


piątek, 15 listopada 2013

Challenge Update #4

Dzisiaj krótko i zwięźle, bo jestem niesamowicie zmęczony, a postanowiłem, że przed świtem jeszcze to ogarne. Jesteśmy już w okolicach 40% całego challenge'u. Jest mini opóźnienie z tym wpisem ponieważ 40k rąk pykło mi przedwczoraj, jednak wczoraj jak i dzisiaj zagrałem tylko 2 krótkie sesje. Mam nadzieję, że taki mini odpoczynek przyniesie pozytywne rezultaty(te fizyczne jak i świeżość). Próbowałem dzisiaj pograć 4 stoły zooma, ale była już 2 w nocy i niezbyt mi to szło, jakoś nie mogłem się skupić i nie nadążałem z akcją. Nie ma co się dziwić, bo pisząc tego posta regularnie muszę się bronić przed opadającymi powiekami, a wszystko to spowodowane jakże zabieganym dzisiaj dniem. Otóż wstałem troszkę po 11 i standardowo z godzinę zajęło mi przygotowanie jedzenia, kapiel, bla bla bla. Na 16 byłem umówiony z yacem i ciachem na jakieś mini spotkanko na rynku, a w międzyczasie trzeba było jeszcze zrobić workout for shoulders, bo nie ma opierdalania się. Przed 13 poszedłem, popakowałem hardcorowo przez 2h i ~15 byłem w domu. Oczywiście ja w totalnym nie ogarze, trzeba się ogolić, trzeba zjeść, trzeba się ubrać... Milion rzeczy do zrobienia a ja jak zawsze wszystko na ostatnią chwilę. Na szczęście mam 4 przystanki tramwajem spod domu na rynek, więc udało mi się być na czas. Najpierw coś do jedzenia w jakiejś restauracji, potem pub. Ciesze się, że to wypaliło. Pozdro600! O 22 byłem w domu a tu na mnie czekają 2 porcje 250g kurczaka+100g ryżu+warzywa, których nie zdążyłem zjeść wcześniej. Jako, że jestem trochę przepadlisty na jedzenie(szczególnie te zawierające dużo białka :D) to pierwszą porcje zjadłem od razu, a drugą jakieś 2h później. Muszę przyznać, że ciężko było to upchać.

Wracając do pokera i spraw związanych z nim. Zostało 33,8k VPP do zrobienia i ponad 45dni, także myślę, że bez spiny (w czekoladzie) się zmieszczę. Może nawet zaszaleje i odpocznę sobie w święta :D.
Jeśli chodzi o wyniki to w tej chwili jest zajebiście. Nie chce być result oriented czy coś, ale jest na pewno grubo powyżej oczekiwań jakie miałem wobec tego czelendżu. Póki co kręcimy łinrejcik na poziomie 10,8bb/100  także ten tego... jest fajnie. Pozostałe staty wyglądają następująco: czas: 69h37min, hands: 42k. W czwartek swoją drogą miałem coaching z Ninja i zajmowaliśmy się spotami na deepie. Trochę nowej teorii wpadło, poza tym doszlifowaliśmy defend BBvs praktycznie każda pozycja. Poza tym skupiam się teraz dość mocno na grze z SB, która do tej pory była jednym z moich najsłabszych punktów. 

Najpierw mam dla was nutkę, tym razem coś zajebistego! Mam nadzieje, że nie przestraszycie się tytułu, bo piosenka bomba. fuaaaaark!



Na koniec jeszcze, żeby nie było nudno 2 spociki:





A miało być króciutko...

niedziela, 10 listopada 2013

Challenge Update #3

Witam was w trzeciej już aktualizacji mojego challenge'u. Wszystko idzie tak jak należy, chociaż dzisiaj niedziela i niby powinienem grać MTT, to przyznam szczerze, że trochę mi się odechciało. Zagrałem dość ubogą sesję( SWU; SM; B$109; B$22; Storm, H$11; H$16,5; B$8,8) jednak dość szybko poodpadałem w sumie zaliczając zaledwie 1 ITM'a w Stormie. Flipki nie siadały, run nie sprzyjał i trzeba było nadrabiać stolikami zooma. Ale za to Cash ponownie wciągnął mnie w swoje sidła i stał się fascynujący jak niegdyś. Bardzo mnie to cieszy, chociaż z drugiej strony wiadomo chciałbym znów urwać jakiegoś grubasa! Na pewno jak doszlifuje skillsy to wrócę do turniejowej gry, jednak póki co skupiam się na cashóweczkach. W ogóle ostatnio oglądałem filmik wydany przez PokerStars, opowiadający historię Ike Haxtona i jestem pod ogromnym wrażeniem. Wzór godny naśladowania (na pewno jeśli chodzi o umiejętności pokerowe).
Poza tym trzymam diete na bardzo dobrym poziomie. Nie mam pokus jeśli chodzi o jakieś gówniane jedzenie, treningi są również zadowalające. Wskoczyłem już na 4x/wk, także dopiero teraz zacznie się napierdalanie.
Teraz pora na głównego bohatera dzisiejszego posta.
Otóż jest on już na etapie 31,146 rozdań, co daje mu w przeliczeniu 14,337 VPP a więc pozostało mu do zdobycia 38,446 VPP. Jak narazie uzyskuje on wynik 9,36bb/100 i przyzwoite $5,831 profitu. Całkiem nieźle jak na 52h spędzone przed kompem. Mowa oczywiście o BitterAce12 - moim alterego pracoholiku.


Klasycznie już na koniec wrzucam wam piosenkę, która aktualnie chodzi mi po głowie. Dzisiaj jest to Otto Knows- Million Voices.


środa, 6 listopada 2013

Challenge Update #2

Witam!
Kolejne 10k rozdań za mną. Widać kolosalną różnicę w poziomie pomiędzy $1/$2 a $2/$5. Gra się na prawdę przyjemnie i bezstresowo, poza niektórymi gównoRegami, którzy nie zbyt czają. Bezsensowne calldowny, bluffraisy, ich gra kupy się nie trzyma... Mam nadzieje, że szybko przestaną farcić, a ja może trochę ograniczę frekwencje blefów na nich.  So far 32,5h spędzone na dwusetkach. Winrate trzyma się na dobrym poziomie 7,27bb/100 Myślę, że mogę kręcić trochę więcej, zobaczymy jak flipki zaczną siadać :D
9245 VPP zdobyte, więc 43815 left.(teraz trening z matmy => 9245/(9245+43815)=17,4% challenge done! Dzisiaj pracowity dzień przede mną: otóż na 14 jestem umówiony z yacem, wcześniej chciałbym jeszcze zagrać krótką sesję, oraz przynajmniej z 45min poświęcić na analizę, potem lecę na siłkę (nogi same się nie zrobią) na 18 muszę coś załatwić związanego z mieszkaniem, potem wbija do mnie dziewczyna, pewnie zagram krótką sesję i gnite. Najgorsze jest to, że się nie wyspałem i jakoś brakuje mi energii od samego rana... ;/

Szkoda, że showdowny tak słabo ale myślę, że to kwestia runa, gdzie jak na razie często jestem na bottomvsmed/top i topvsbottom. Żeby nie było, dalej jestem zadowolony z tego jak mi się gra :D

Oto parę 'ciekawych' spotów vs REGULARSI











Spadam działać!
Chyba już to wrzucałem, ale jaram się <3 i nigdy mi się nie znudzi.

sobota, 2 listopada 2013

Challenge Update #1

10 tysięcy rozegranych rozdań, ponad 15 godzin spędzonych na grindzie, 4,5k VPP zdobyte i około 9% challenge'u zaliczone! Jak na razie lecimy z planem, także mam nadzieje, że nie będzie wielkiej spinki pod koniec grudnia, żeby dobić do 3xSN. So far winrate jak najbardziej zadowalający - 8,77bb/100. Wiadomo kwestia runa, bla bla bla. Na pewno czuje spory edge nad większością fieldu. Gram bardzo agresywnie a zarazem solidnie, pewnie, bez presji, strachu, NA TOTALNYM LUZIE. Bardzo mnie to cieszy, bo takie granie sprawia przyjemność.
Dzisiaj jeszcze krótka sesja przede mną, trzeba się porządnie wyspać na jutrzejszy grind cash+mtt. W planach mam w zasadzie tylko majorsy+większe biggery, bo chciałbym zdobyć co najmniej 1,5k VPP.





avicii <3

środa, 30 października 2013

Winrate Challenge na 200NL!

Jak już większość z was wie, aktualnie jestem na etapie tworzenia strategii od samiuśkiego początku. Uważam to za świetny i mam nadzieje, że dzięki niemu mój winrate wystrzeli do góry(pozdro banis). Spora część preflopa już za mną. Wliczając w to openy, 3b range pozycja vs pozycja, defendy vs poszczególne pozycje na różne range, na różnych przeciwników( To jeszcze nie jest w 100% dopracowane, no ale bardziej w tym koncepcie chodzi o wizualizacje range i wyćwiczenie pewnego rodzaju intuicji co do dobieranego zasięgu).
Co u mnie? Wczoraj miałem słaby dzień, przespazzowałem sporo hajsu, nic konkretnego nie zrobiłem i beznadziejnie przez to się czułem, kończąc dzień na oglądaniu filmów i graniu w Saints Row IV. Szkoda takich dni jak tamten... Na szczęście dzisiaj jest inaczej! Jak wstałem rano, a właściwie to była 13:30 więc nie takie rano, to trochę się wkurzyłem, że tak długo spałem, że znów będzie przesiedziany dzień...
Będąc pod prysznicem wpadłem na świetny pomysł a mianowicie, żeby zrobić sobie winrate challenge na nl200. Mam do wyrobienia w tym roku jeszcze około 55k punktów VPP co w przeliczeniu na handy na zoom 200nl daje jakieś 100-120k rąk. Cele są proste: uzyskać jak najlepszy winrate, zdobyć 55k VPP. Myślę, że to bardzo dobry pomysł, upewnię się na jakim poziomie aktualnie są moje skillsy. Jeżeli wynik będzie >5bb/100 to wbijam z powrotem na 500nl, jeśli nie to wiadomo => więcej nauki, więcej grindu...
Update będę robił co 5k rozdań tutaj na blogu. Jak na razie 1 sesja za mną. Popełniłem parę błedów, jakże typowych dla mnie, otóż jak to podkreśla jeden z polskich trenerów projekcja własnych myśli i myślenie na zbyt wysokim poziomie często przynosi więcej złego niż pożytku. Podobnie było i tym razem, gdzie bluffcatchowałem ziomka grającego mid seta na mokrym boardzie OOP przez double x/r.  Minus jeszcze tego wszystkiego jest taki, że w ogóle nie znam graczy. Stworzyłem nową bazę i nie mam nic na przeciwników so far, ale co tam... to się szybko nadrobi.

księża: najlepsze regi na $1/$2, putin: BitterAce12 huehuehue
Poza tym to zrobiłem sobie czadowe zamówienie na bodybuilding.com!



Mega plus, bo miałem kupon na $20 off przy zamówieniach większych niż $300, do tego promocja na jack3d, kup 2, trzeci gratis, dostałem shaker wart $10 za free, no i mini prezencik dla mojej GF, a mianowicie koszulka z napisem: Can You lift that? xD
Już się nie mogę doczekać, aż to przyjdzie :D

Jeszcze czuje poniedziałkową klatę i plecy! Ewidentnie forma idzie do góry i to powiedziałbym, że bardzo szybko. Czuje, że jeszcze miesiąc i będzie lepiej niż w zeszłym sezonie! Swoją drogą za chwilę zawijam się na workout, potem chwila odpoczynku i grind. Zapomniałbym dodać na jutro jestem umówiony z Yacem na mini session review. Będziemy analizować graczy z montenegro, spoko to się złożyło, bo akurat przepada mi jutrzejszy coaching z Ninja z powodu jego nieobecności. Aaaa no i jeszcze muszę kupić jakiś prezent dla kuzynki na 18stke. Jakieś pomysły?

poniedziałek, 28 października 2013

Nauka? Jak za dawnych czasów...

Oj przyznam szczerze, że już zapomniałem jak to jest oglądać filmik szkoleniowy, uważać co tam jest mówione i pokazywane, a na dodatek jeszcze robić z niego notatki :D Ahhh te stare czasy gdy siedziało się przed kompem całymi dniami i oglądało wszystko co było po paręnaście razy, próbując wyciągnąć choćby szczątki wiedzy od trenerów, próbując stać się lepszym graczem...
Jeżeli mogę powiedzieć, że osiągnąłem jakiś tam sukces w pokerze to muszę przyznać, że "To wędrówka daje szczęście, a nie jej cel". Dlaczego? Bo cieszymy się robiąc to co robimy. W momencie, gdy osiągamy nasz cel, cieszymy się... ale ile to trwa?
Nie chcę się wypalić po ponad 2 latach grania. Gdy zaczynałem nie myślałem, że ever poczuje to coś, tą niechęć, znużenie i złość którą zdarzyło mi się już parę razy czuć ostatnimi czasy.  Myśl, że fajnie byłoby robić coś innego, że na pewno mi się nie uda, że jestem beznadziejny. Ciężko tego się pozbyć. Niestety polska społeczność pokerowa sprawia, że zdarza mi się czuć na sobie coś w rodzaju presji otoczenia. "Musisz być najlepszy, bo jak nie jesteś najlepszy to jesteś h**owy" - prosta matematyka. Trochę tak jest, a w szczególności dotyczy to graczy wyższych stawek, którzy są na ustach wszystkich gdy maja upa, a gdy potem przychodzi downswing, niestety społeczeństwo miesza ich z błotem, przez co wiele z nich potem ma problemy z własną oceną i samopoczuciem, uzależniając je od opinii innych.


Dzisiejszy dzień zacząłem solidnie. Wstałem kilka minut przed 12, więc dobre 9h przespałem. Do spania puściłem sobie film pt. Revolver, który wydaje mi się, że już oglądałem, ale i tak dalej nie wiem o co chodzi bo zasnąłem po 10min. Jeśli chodzi o niedzielny grind mtt to nic grubszego nie pykło, parę mincashy, powtapiane flipki, żadnego deepka. Popełniłem błąd zaczynając grać około 12. W prawdzie w między czasie zrekonstruowałem range preflop, zastanawiałem się nad defendami itp. Nie był to najlepszy pomysł zaczynać tak wcześnie sesje mtt, tym bardziej, że turki takie jak sunday500 kończą się o 9:30 rano. Tak więc o 21 już czułem spore zmęczenie. Fajnie mi szło w sunday500, ale na bubblu zrobiłem słaby defend na bb vs MP3open i potem musiałem robić calldown postflop za całego stacka z gównianą top parką(odpadłem 132 przy 117 left, a staczek miałem przyzwoity...) Wracając do dzisiejszego dnia, to po pobudce, od razu zjadłem śniadanko. To co zawsze: omlet z 4 jajek, owsianki z dodatkiem białka, do tego witaminki, kofa, kreta... Potem wziąłem się za sprzątanie pokoju. Chwilę później przyszły zakupy, które zamówiłem w tesco.ezakupy :D Super sprawa, bo dowóz jest za grosze, wszystko wnoszą do domu, płatność kartą... Żyć nie umierać! Siedząc przed PC miałem decyzje YT i oglądanie głupkowatych filmików czy może PS.com i sekcja wideo. Coś mnie wzięło i wybrałem PS.com (impossibru) i jestem oświecony, zmotywowany, gotowy do pracy, z mnóstwem czasu, pomysłów i materiałow.
Będę crushował, szybciej niż wszystkim się wydaje. Dlatego też wydaje specjalne oświadczenie dla wszystkich regularsów moich stawek: BE AWARE OF ME. NEW VERSION OF BITTERACE12 IS GOING TO CRUSH YOU, MO@#$%^&CKERS!!! :DD


To już za niedługo, a póki co czekam, aż kurczaczek, makaron i warzywa ułożą się w moim żołądeczku, zapodam pompe, BCAAski spakuje plecak i jazda na workout.

Rocky Balboa FTW!